Katagoria: Polityka i Stowarzyszenia, Pracodawca, opublikowano: 05 kwietnia 2013


Utrzymać czy uratować…

Utrzymać czy uratować…

W Sejmie RP zorganizowano konferencję pod hasłem „Polski transport drogowy, jak utrzymać pozycję lidera”. W spotkaniu z ramienia OZPD wziął udział przewodniczący Bolesław Milewski wraz z wiceprzewodni-czącym Andrzejem Olechnickim.

Po obradach zorganizowanych przez ZMPD nasuwa się konkluzja: trudno być europejskim liderem branży. Problem ten na wstępie poruszył Tadeusz Jarmuziewicz, sekretarz stanu w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. – W sporcie jest taka tendencja, bij mistrza, pokonaj lidera. Podobnie z naszą branżą, która jest teraz na celowniku konkurencji. Zresztą nie tylko konkurencji, lecz także innych państw unijnych. Nie jest tajemnicą, że dobra pozycja polskich firm transportowych opiera się na niskich kosztach przewozów. Władze innych krajów dobrze wiedzą, jakie straty ponoszą budżety, gdy rodzime przedsiębiorstwa systematycznie mają coraz mniejszy udział w rynku. Dlatego władze innych państw wspierają rodzime przedsiębiorstwa transportowe. W Polsce niestety przewoźnik nie odczuwa pomocy państwa – można wysnuć wniosek po wysłuchaniu pytań i głosów w dyskusji uczestniczących w spotkaniu przewoźników.
– Jeżeli inne kraje regulują, pomagają, dlaczego my czegoś takiego nie mamy? Dlaczego nasza polityka wobec transportu drogowego tak wygląda – pytał prof. dr hab. Zdzisław Kordel. W podobnym tonie wypowiadali się przedstawiciele przewoźników zrzeszonych nie tylko w związku.
W opinii uczestników spotkania władze nie myślą perspektywicznie. A przecież transport drogowy to jeden z głównych „pracodawców” w Polsce. Przewoźnicy płacą, i to słono, za drogi, podatki bezpośrednie i pośrednie, a te przecież stanowią około połowy ceny paliwa. Przewoźnicy podnieśli temat podatku od środków transportu. Gminy same ustalają tę opłatę, mając jedynie narzuconą górną granicę. Trudno w takim przypadku mówić o równym traktowaniu podmiotów.
Istotnie, w Polsce nie ma długofalowej polityki transportowej. Są okazjonalne działania, gdy występuje jakiś palący problem. Tak było choćby z zezwoleniami na Wschód. W sesji pytań pojawiły się oczywiście fotoradary, działania ITD, kwestia ustalenia dokładnej definicji przewozu na potrzeby własne. To pod tą przykrywką niektórzy przedsiębiorcy prowadzą regularną działalność – grzmieli zebrani. Przewoźnicy nie zostawili suchej nitki na ITD – przy jej powstaniu mówiono, że będzie nas chronić, a dzisiaj to właśnie stamtąd co chwilę przychodzą a to zdjęcia, a to kary – mówił jeden z przedsiębiorców. Zwracano też uwagę na kwestię zwrotu zapłaconego podatku VAT za wschodnią granicą. Kierowcy stamtąd mają tę możliwość w UE, niestety bez wzajemności.
Gorzkie było wystąpienie szefa OZPTD Bolesława Milewskiego. – Patrząc na to, co się dzieje, należy zapytać nie jak utrzymać pozycję lidera, ale jak uratować polski transport drogowy. Kto w ubiegłym roku zarobił dobrze na samym transporcie – pytał retorycznie przewodniczący. Równowagę próbował zachowywać jeden z prelegentów – prof. dr hab. Wojciech Paprocki, który zwracał uwagę, że sytuacja nie jest aż tak tragiczna i jednostronna, jak ją próbują przewoźnicy przedstawiać. Jako przykład podał m. in. cenę paliwa, która przecież w Polsce jest niższa niż na zachodzie Europy. O narzekaniach na dumpingowe ceny frachtów powiedział krótko: obowiązuje cena dnia, nie ma zewnętrznych regulacji regulujących rynek.
– Nasz transport drogowy ma swoją siłę w tym, że jest rozdrobniony, ale być może ta era się kończy. Jeżeli nie nastąpi zjawisko koncentracji w tej branży, może spaść jej siła – mówił profesor Paprocki. Chodzi m. in. o kwestię zarządzania i obniżania kosztów. Nie ma przesady w stwierdzeniu „duży może więcej”. Łatwiej otrzymać większe zlecenie, podobnie z wynegocjowaniem korzystniejszych warunków np. u operatora kart paliwowych.
O efektywnym wykorzystaniu środków z unijnego budżetu 2014–2020 mówił europoseł prof. dr hab. Bogusław Liberadzki. Wymienił m. in. dokończenie autostrad A1, A2, A4 oraz drogi ekspresowej S3, jako najważniejszych szlaków transportowych. – Te inwestycje mogą pomóc temu, aby transport, spedycja i logistyka stały się naszą narodową specjalnością – powiedział. Słuchając postulatów i pytań przedsiębiorców prof. Kordel wysnuł taki wniosek, że to przewoźnicy powinni pisać ustawę o transporcie. Rola państwowych urzędników ograniczałaby się do sprawdzenia jej zgodności z już obowiązującym prawem. – Zgadzam się, ale uważam, że branża nie jest w stanie porozumieć się – ripostował Tadeusz Jarmuziewicz. Zaproponował także, aby sami przedsiębiorcy zlecili badania i analizy, a później przedstawili je decydentom. – Niech to nie będą tylko pytania, lecz także analizy na przykładzie konkretnych przedsiębiorstw. Z rządem należy dyskutować argumentami. Tego środowisko do tej pory nie robiło. Tyle godzin spędzonych w kolejkach na granicy, warto pokazać stronę ekonomiczną tego stanu rzeczy – dodał prof. Kordel.
Pomimo patronatu wicepremiera na spotkaniu w Sejmie nie zjawił się żaden parlamentarzysta, nie było też nikogo z Ministerstwa Finansów. Świadczy to o lekceważeniu tak ważnej branży transportowej i, prawdę mówiąc, nie wróży dobrze na przyszłość. Po spotkaniu przedstawiciele branży w sposób dosadny komentowali ten fakt, w słowach których nie możemy przytoczyć in extenso.
Redakcja

Sciagnij caly artykul 

 

 

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*

Share This