Katagoria: Polityka i Stowarzyszenia, opublikowano: 08 października 2013


I Transport Ride Hel, czyli fracht rowerem

I Transport Ride Hel, czyli fracht rowerem

nienazwany-(1-z-1)-72Grupa zapaleńców rowerowych zrzeszonych w Ogólnopolskim Związku Pracodawców Transportu Drogowego – Region Śląski postanowiła na kilka dni porzucić swoje codzienne zajęcia w firmach transportowych i siłą własnych mięśni pokonać trasę z Helu do Świnoujścia. Tym razem transportowali sami siebie.

Inicjatorem przedsięwzięcia był Przemysław Lis. Szybko skrzyknął grupę podobnych sobie fanów rowerowych wypraw i w niespełna półtora miesiąca słowo stało się… rowerem. Oczywiście nie byłaby ta wyprawa możliwa bez wsparcia sponsorów. Wśród nich znalazły się: Grupa DBK, DAF Trucks Polska, ORLEN PetroTank, Impuls Leasing.
Cel, jaki przyświecał organizatorom, to krzewienie w środowisku transportowym postaw proekologicznych. Pokazanie, że można oderwać się od samochodu i przemierzyć niemal 500 km trasę na rowerach.
Na Helu na starcie rajdu stanęło 14 śmiałków o różnym stażu rowerowym i różnym przygotowaniu kondycyjnym. Wielu nie kryło obaw przed swoimi słabościami. Pierwszy etap miał być sprawdzianem, bowiem był najdłuższy na całej trasie, liczył 115 km. Celem była Łeba. Trasa początkowo wydawała się dość łatwa, przebiegała po niezłej jakości ścieżkach rowerowych, w pięknym terenie. Jednak największy i najtrudniejszy sprawdzian czekał wszystkich na ostatnich kilkunastu kilometrach przed Łebą, gdzie trasa R 10 wkroczyła w nadmorskie lasy, pełne ostrych podjazdów i zjazdów, ścieżki z korzeniami, wyrwami i innymi niespodziankami. Ale wszyscy zgodnie stwierdzili, że właśnie ten odcinek trasy przyniósł najwięcej radości i satysfakcji.
Uczestnicy skrajnie zmęczeni, ale szczęśliwi przebytą trasą, tym bardziej że pogoda sprzyjała, dotarli do Łeby. Rowery znalazły się pod czujnym okiem serwisanta Bartka, a ekipa odpoczywała na plaży, podziwiając piękny zachód słońca.
Drugi dzień rajdu przywitał grupę równie piękną pogodą jak poprzedni. Cykliści wypoczęci, ale z „kilometrami” w mięśniach ruszyli do Ustki. Trasa przebiegała malowniczymi drogami Słowińskiego Parku Narodowego. Choć piękne, chwilami okazywały się niezwykle trudne i zdradliwe. Niektórzy koledzy zaliczyli „widowiskowe” salta przez kierownicę. Na szczęście obyło się bez obrażeń. Momentami trzeba było jechać w terenie błotnistym, wymagającym dużego wysiłku i niezłych umiejętności. Po dotarciu do Kluk, niezbędne okazało się mycie rowerów i rowerzystów.
 Jadąc dalej grupa natknęła się na rodzinny piknik ekologiczny w Czołpinie. Wielką przyjemnością było kosztowanie wielu przysmaków. Korzystając z pięknej pogody niektórzy z uczestników rajdu zażyli morskiej kąpieli. Posileni i odświeżeni z animuszem cykliści ruszyli do Ustki.

1239509_455197974595121_861
Kolejny dzień rajdu to trasa z Ustki do Mielna. Znowu pogoda pokazała swoje piękne oblicze. Na tym odcinku nie obyło się bez przygód. Część kolegów wybrała objazd wokół jeziora, a część zdecydowała się na „jazdę” po plaży. Te 4,5 kilometra z jazdą miały niewiele wspólnego. Niestety trzeba było w skwarze pchać rowery i na dodatek skończyły się napoje. Mielno stało się wybawieniem. Jeszcze mycie rowerów w fontannie i kolejny odcinek trasy zaliczony.
Odcinek trasy z Mielna do Trzebiatowa nie sprawił większych problemów. Trzeba przyznać, że odcinek ten przebiegał bardzo malowniczymi drogami. Zwłaszcza na pochwałę zasługuje trasa rowerowa w kierunku Kołobrzegu, znakomicie utrzymana i z pięknymi widokami. Równie miło cykliści wspominają nocleg w gościnnym Dworku nad Regą. Jako że był to już czwarty dzień zmagań, dały o sobie znać bóle mięśni i „siedzisk”. Wielu kolegów skorzystało z pomocy masażystek, a i sauna, basen i jacuzzi cieszyły się powodzeniem. Forma wróciła szybko.

1184806_541692792546811_145
Ostatni dzień rajdu, ołowiane niebo i nieco ciężkie humory. Jednak po śniadaniu niebo zaczyna się przecierać. Ekipa ruszyła do Świnoujścia, to także jeden z najdłuższych odcinków. Po kilku kilometrach niebo przetarło się. Przejazd przez Woliński Park Narodowy jest  ciekawy, szkoda tylko, że brakuje ścieżek rowerowych. Rowerzyści długi odcinek do Międzyzdrojów pokonywali po ruchliwej drodze. W Międzyzdrojach tradycyjna rybka i dalej do Świnoujścia. Grupa melduje się na granicy polsko-niemieckiej, gdzie wznosi szampanem toast za powodzenie całej wyprawy. Jeszcze tylko krótka wizyta w Aldbecku po stronie niemieckiej na kanapkę ze śledziem i powrót do hotelu. Przy kolacji podsumowano wyprawę, prezes Andrzej Guniak wręczył pamiątkowe dyplomy i statuetki. Wieczór zakończył się długimi rozmowami oczywiście na temat kolejnych wypraw.

Opr. M. Mazur

Ściągnij cały artykul

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*

Share This